Moralny kac po Żytniej

Lis 30, 2015

Wszyscy pamiętają, o jaką aferę chodzi? Gwoli przypomnienia zamieszczam zdjęcie Krzysztofa Raczkowiaka, które zostało opatrzone logo wódki Żytniej Exta oraz podpisane „Gdy wieczór kawalerski wymknie się spod kontroli. Wina Żytniej?” Przypomnijmy, że na zdjęciu widać śmiertelnie ranionego przez ZOMO Michała Adamowicza. Prokuratura w Legnicy postawiła zarzut pomówienia redaktorce, która opublikowała owe zdjęcie na Facebooku. Jest to precedens w branży Social Media w Polsce. Były mniejsze i większe afery, ale zazwyczaj kończyły się one zmianą pracownika lub agencji i wszystko rozchodziło się w eterze. Tutaj było inaczej, opinia publiczna szeroko komentowała temat, a były Prezydent RP i lider Solidaności, Lech Wałęsa powiedział, że ta reklama to „szczyt bezczelności”.

 

Co na to branża Social?

Zaraz po publikacji zarzutów internety zawrzały. W liczącej ponad 20.000 użytkowników grupie Social Media na Facebooku opinie są podzielone, ale przeważają te, które bronią autorkę postu, Martę S. Użytkownicy uważają, że cała sprawa to przesada i przecież „każdemu się zdarza”.  Nieliczne tylko głosy mówią o sprawiedliwym wyroku. W naszej agencji również panuje przekonanie, że konsekwencje są adekwatne do zaistniałej sytuacji. Facebook i ogólnie przestrzeń internetowa jest nośnikiem mediów tak jak każde inne. Ba, dzięki swojej skali i szybkości obiegu informacji Internet powinien być traktowany priorytetowo przez agencje i przez ich klientów. Może ten naoczny przykład z życia będzie „pstryczkiem w nos” dla wszystkich, którzy myślą, że w Internecie można publikować wszystko bez troski o źródło, prawa autorskie. Ryzyko zawsze jest duże, zwłaszcza przy dużych i rozpoznawalnych brandach. A za komunikację marki na Facebooku najczęściej odpowiada jeden redaktor, pracownik agencji.

 

Jak zapobiegać?

Stare i powtarzane jak mantra przysłowie mówi „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Jakie wnioski płyną z tej historii i co można zrobić, żeby w przyszłości nie powielać takich błędów? Wiele komentarzy na Facebooku wskazywało na brak Project Managera, który gdyby sprawdzał posty, to nigdy nie dopuściłby do takiej publikacji. I jest to pierwsza myśl każdego, kto na co dzień zajmuje się administracją i redakcją profili na Facebooku. Owszem, wypracowany workflow w agencji i kontakt z klientem to podstawa. W naszej agencji, topowe marki są obsługiwane przez redaktorów, PM’a, posty często są uzgadniane z klientem, a mimo tego błędy i tak się zdarzają – to normalne! Jednak błąd takiej wagi nie powinien występować przy zachowaniu odpowiedniego systemu pracy.

Ze swojej strony bardziej niż zarzut dla redaktorki, zastanawia mnie długofalowy skutek feralnego postu dla marki Żytnia Extra. Wpisując w Google frazę „ZOMO”, wódka Żytnia przewija się tuż obok! To pokazuje skalę i nośność błędu jednej osoby, która w swoich rękach trzyma reputację całej marki.

Morał z tej historii jest taki, że nie każdy może być redaktorem na Facebooku i nie jest to zawód tak prosty jak mogłoby się wydawać. Jednym postem można popsuć budowaną latami reputację, a Internet nie zapomina.

 

Mateusz Chęclewski